MÓJ PIERWSZY ( ? ) NUR
Przyłożył mi maskę do twarzy.
- Nachyl się!
Uczyniłam to posłusznie, ale chyba nazbyt gwałtownie,bo woda zalała mi oczy i nos.
"Nienawidzę!!!" Zaczęłam się krztusić ,oczy piekły od soli.MASAKRA!!!
- Jeszcze raz - rozkazał. Rany, po co mi to?! Pływam dobrze , z pomocą płetw pokonuję duże
dystanse , a jak chcę pooglądać rybki , to włączam " National Geografic "!
Był nieubłagany. Pochyliłam się, ale w ramach protestu ZAMKNĘŁAM OCZY! Parsknął śmiechem:
- No dobra, zmiana taktyki! - Przyłożył maskę tym razem do gładkiej tafli wody.
Nachyl się teraz.ale powoli.
Dopasowałam się twarzą do maski.i.O ŻESZ W MORDĘ JEŻA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
PO RAZ PIERWSZY TAK NAPRAWDĘ OSOBIŚCIE zobaczyłam, co jest tam na dole, pod
powierzchnią! Z wrażenia oczywiście znów zakrztusiłam się wodą, ale moje "nienawidzę!!"
było tym razem wyraznie słabsze! Zażądałam, by pomógł mi założyć maskę, .tak dokładnie.
Sama nie potrafiłam - ręce mi się trzęsły. Poczułam, że mój chimeryczny nos, odcięty od
reszty świata, tak jakoś dziwnie NIE DUSI SIĘ!!! Zapikowałam ostro.ale płytko.bez pomocy płetw moje cztery litery uparcie trzymały się powierzchni. Dusić się więc zaczął mój
ukochany.ze śmiechu!
- Daj mi płetwy! Szybko! - zażądałam. Nałożyłam je migiem i najbardziej niespodziewanie
dla samej siebie znalazłam się pod wodą.. Głęboko.! Dużo głębiej, niż do tej pory !
Z perspektywy czasu podejrzewam, że nie było to więcej niż jakieś półtora metra. Ale
można sobie wyobrazić, jakiej rangi wyczynem było to dla mnie w owej chwili!
Po raz pierwszy zobaczyłam opadające dno, głębię tyleż przerażającą, co fascynującą! Widoczność była pierwszorzędna, jak to zazwyczaj na Chorwacji. Satelita wykazał, że
właśnie tam, poniżej Korculi jest najczystsza woda na tej półkuli!!! No i w końcu mogłam
to sama sprawdzić! Mnogość roślin, wielobarwnych kamieni i muszelek, zatrzęsienie małych
czarnych jeżowców, jak żywcem wyjętych z filmu "Critters " . no i ten błękit....!!!!!!!
Trudno nazwać to "nurem", ale to wtedy właśnie po raz pierwszy poczułam, że chciałabym
zostać tam - na dole - choć trochę dłużej.
A może pierwszy nur, to ten w Egipcie? Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam rafę koralową? Po doświadczeniach na Chorwacji zrobienie kursu OWD, a potem Advance'a było naturalną
konsekwencją. Kurs byłby pewnie sympatyczniejszym doświadczeniem, gdyby pierwsze
ćwiczenia odbywały się na rafie. Nie mieliśmy takiej możliwości. Do dziś pamiętam potworne tumany piasku, które wznieciliśmy płetwami w płytkiej wodzie przy miejskiej plaży. Widoczność zerowa. Coś jakby lekka klaustrofobia. Pomyślałam:. a jakże:
"nienawidzę ! ", oraz " masakra ! ". Ale Robert, nasz instruktor stwierdził filozoficznie,
że "im trudniej jest na początku, tym łatwiej i przyjemniej potem". Cóż, Ameryki raczej
nie odkrył, ale gdy już wyszkoleni i świeżo pasowani na nurka ( ślad od uderzenia płetwą
trzymał mi się na pośladku tydzień! ) znaleźliśmy się na rafie, zrozumiałam dokładnie , co
miał na myśli! Rozkosz nie do opisania. ! Lekkość.! Płynność.! Miękkość.!
Mokrość.!!! Najmniejszy ruch płetwą. i płyyyyyniesz... trudno to wyrazić! Trudno
to zewrzeć oryginalniej! ALBO SIĘ KOCHA MORZE, ALBO NIE I... BĘC!!!
Kolory !!! Mnogość rybek o uparcie rozchylonych pyszczkach, zdających się mówić:
"Wannaby, Sydney? - nie wiemy, nie znamy!" Skrzydlice! Mureny ! Bajeczne ukwiały to
rozchylające się nieśmiało i falujące zmysłowo w toni, to kulące pod wpływem najlżejszego
ruchu wody. Tatusiowie "Nemo" chroniący swe młode, skryte wśród pieszczotliwych macek
ukwiału :) Spokój... cisza, przerywana tylko miarowym oddechem... Czułam się jak intruz,
zakłócający pewien... paradoksalne stwierdzenie... ale jednak: porządek wszechrzeczy!
Z drugiej strony nieopisana radość, że ktoś...albo coś pozwoliło, abym doznała zaszczytu
obcowania z tym nieprawdopodobnym, żywym, połączonym wzajemnymi zależnościami
tworem , jakim jest morze...rafa...
Z dala od codzienności, pośpiechu świata, trosk, człowiek zaczyna funkcjonować inaczej...
Mądrzej...? Nabiera dystansu do małości, mierności i bzdur. Pozostaje tylko to, co naprawdę
ważne!
.....No dobra, to tylko taka poetycka wklejka była, ściągnięta skądś tam...:)))
To coś dla spokojnych i dla nerwusów! Mnie uspokaja w moim ADHD, innemu dostarczy
adrenaliny! Nie ma że: " nuda, nic się nie dzieje "!
Ale zaraz... bo czy mój pierwszy, ale taki prawdziwy nur to nie ten, kiedy po raz pierwszy
zobaczyłam z bliska rekina? Olbrzymi Longimanus przejechał majestatycznie tuż obok nas!
Odruchowo zbiliśmy się "w kupę". Byliśmy pod łodzią, tuż przy drabinkach, oczywiście że
nic nam nie groziło, ale " ciary" były !
A może ten, gdy po raz pierwszy znalazłam się na 40 metrach? Wtedy pomyślałam sobie
z dumą ....WOW ! No to JESTEM !
Wiadomo, jak ktoś woli wraki, czy płytsze nury, to nikt go na siłę do wody nie spycha!
I to jest najbardziej jazzy : nurkujesz tam gdzie chcesz, jak często i jak głęboko chcesz!
Albo delfiny!! Jak wypływaliśmy pontonami na spotkanie z dzikimi delfinami, to nikt nie
przypuszczał, że będą tak blisko !!! Na wyciągnięcie ręki ! Trudno uwierzyć, jak delikatną
mają skórę ! Jeden posmerał mnie po fajce ! Świntuch ! Ale tak mnie jeszcze nikt nigdy nie
całował :) !
NIE!...JUŻ WIEM! : Mój pierwszy nur to ten, którego dam za miesiąc !!!!!!!!!!! :)))))))))
Bo każdy kolejny jest PIERWSZY! - JEDYNY I NIEPOWTARZALNY !!!!!!!!!!!!
Hexabranchus Sanguineus
Kraków 17.03.2010
|