Stowarzyszenie Nautica
OBOZY HSA - HVAR 2002

Od Asi Goebel


Moje przeżycia związane z nurkowaniem w wodach otwartych.

Kurs nurkowy w basenie to jest nic w porównaniu z nurkowaniem w morzu. Oczywiście w basenie nie ma fal, prądów morskich można pływać sobie w dowolnym kierunku bez najmniejszego wysiłku, jednak nie można zobaczyć tylu wspaniałych roślin i zwierząt, które miałam okazję oglądać podczas nurkowania w Chorwacji.

Było to moje pierwsze nurkowe spotkanie z żywiołem morskim. Trochę się bałam, jednak moje obawy były zupełnie nieuzasadnione, pod wodą takie uczucie nie istnieje. Morze jest tak wspaniałe, że gdybym mogła to
spędzałabym w nim cały mój wolny czas (szkoda, że to jest niemożliwe). Najbardziej ekscytującym przeżyciem jest zawiśnięcie w toni, kiedy nie ma żadnego punktu odniesienia, człowiek czuje się wtedy jakby potrafił latać, jakby wzbijał się gdzieś wysoko w przestworzach. Opowiadania o wspaniałym świecie podwodnym nie są w stanie odzwierciedlić fascynujących przeżyć, jakich doświadczyłam. Każdy sam musi poczuć smak tej przygody.

Pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia.

Nazywam się Małgorzata Kopeć.

Mieszkam w Kielcach, jestem osobą niepełnosprawną.
W czerwcu bieżącego roku byłam na obozie nurkowym na chorwackiej wyspie Hvar organizowanym przez Centrum Turystyki Podwodnej "Nautica" z Krakowa. Celem mojego wyjazdu było zdobycie licencji na kursie OWD HSA.
Dzięki wykwalifikowanej kadrze instruktorskiej oraz możliwości wypożyczenia kompletnego sprzętu nurkowego moje marzenie zostało spełnione.

Uczestnikami kursu były osoby sprawne i niepełnosprawne.
Zarówno hotel, jak i baza Nauticy na wyspie pozbawione są barier architektonicznych Zajęcia nurkowe dostosowano do możliwości wszystkich osób. Nie można jednak liczyć na żadną taryfę ulgową. Chociaż poruszam się o kulach to nurkowanie nie sprawia mi żadnego problemu. W wodzie czuję się jak przysłowiowa "ryba" i tam jestem wolna.

Poza zdobytymi uprawnieniami, które honorowane są na całym świecie , mogłam zobaczyć piękno podwodnej przyrody, sprawdzić się w tak ekstremalnych warunkach a zejście na głębokość 21 m było uwieńczeniem mojego sukcesu.
W przyszłym roku planuję podniesienie swoich kwalifikacji poprzez zdobycie kolejnych uprawnień i zrobię to z Nauticą .

Od listopada do lipca trzeba mi było czekać , by się zatracić w przepięknej krainie po cieplejszej stronie słońca. Gdzież to jest? Otóż aby tam dotrzeć trzeba przeżyć w ciasnych samochodach około 30 godz.- można krócej. Jednakże ową niewygodę niewątpliwie rekompensuje możliwosć podziwiania mijanych malowniczych widoczków a przynajmniej dla mych oczu była , to wielokilometrowa i wielogodzinna radość. Aż trudno mi było ogarnąć wzrokiem rozległe piękno. Pierwszy skrawek adriatyckiego błękitu urzeka rzenikliwie.Odczuwa się nieodpartą chęć zanurzenia w nim natychmiast.
Wjeżdżając do Splitu a raczej zjeżdżając mogłam podziwiać rozpościerającą się gdzieś, bardzo daleko niespokojną wodę w całej okazałości . Ta jej nieskończoność wzbudza w człowieku jakieś nieokreślone wyzwanie i niepokuj ale przede wszystkim pokorę. Bowiem trzeba ją przepłynąć-oczywiście promem - by dotrzeć do celu. I tak przez jakieś 2 godz. ogarnęła mnie niepewność zanim ponownie znalazłam się na lądzie na wyspie Hvar...By przekonać się , że marzenia spełniają się. Hvar ... nareszcie dotarłam w sobotę wieczorem i dlatego dopiero rano mogłam ujrzeć cudowność tego zakątka. Jednakże widoczki widoczkami a ja przecież, przede wszystkim wybrałam się w to miejsce, by nurkować.

Nareszcie niezapomniana niedziela 1 lipca 2002r. około godz. 15 spełniło się moje marzenie, którym żyłam przez ostatnie osiem miesięcy. A zaczęło się to tak ; rano pierwsza odprawa w napiętej atmosferze, oczekiwania na spuźnialskich, a że wsród Nich były dwie niezastąpione siostry, Joanna i Agnieszka ( poza moimi Patrycją i Justyną ) kierowniczki zamieszania a przede wszystkim naszej grupy, które jednak dotarły i to szczęśliwie i nasze bagaze tez.
Wszyscy byliśmy wręcz zadowoleni. Pierwszy nur w ciepluśkie wody adriatyku. Otóż jak dla mnie- okrutnego zmarźlucha, to temperatura wody rozczarowała mnie ale za to wrażenia pod wodą , to rozkoszne przeżycie nieporównywalne z niczym, poprostu trzeba to przeżyć.
Oczywiście nurkowanie w basenie kolosalnie różni się od nurkowania w morzu, chociaż zestaw ćwiczeń ten sam (oddychanie przez fajkę na powieżchni, pod wodą przez automat...).Zanurzając się w wodę adriatyku jakoś zapomniałam o lęku , który jeszcze o poranku mi towarzyszył. Obawiałam się , iż sfalowana woda będzie mnie gdzieś znosiła i nie będę mogła się nacieszyć przyjemnością jaką jest nurkowanie, że poprostu nie poradzę sobie. Tym razem milusie zaskoczenie. Pierwszego dnia nurkowałam z Darkiem-instruktor( Nie Spirytulski )- sprawnie uporaliśmy się z dpowiednim dociążeniem i osiągnięciem prze ze mnie pływalnośc, więc kiedy inni jeszcze się szamotali z ćwiczonkami , to ja już odbywałam pierwszą wycieczkę podwodną. Podziwiałam sobie świat przybrzeżnych żyjątek(gabki, jeżowce, ośmiorniczki, strzykwę i jakąś drobnicę rybek) do momentu , kiedy to Darek pokazał że czas wracać(no i dobrze bo już mi było zimno w stopy i jakieś lekkie zmęczenie rąk). To było fantastyczne przeżycie. Człowiek pod wodą jest zupełnie oderwany od przyziemnych problemów , które na codzień przytłaczaja nas i ograniczają. W owej nieskończoności toni podwodnej dopiero można poczuć się swobodną istotą. Natomiast , to co najgorsze to, to że musiałam na brzegu pozbyć się pianki ( oczywiście dzięki serdeczności osób , które wcześniej pomagały mi się w nią wcisnąć, a tak też bardzo szybciuśko wyskubały mnie z niej ) a słonkojakoś słabo grzało no i jeszcze musiałom dojechać do hotelu. To było koszmarne ale do przeżycia. A poza tym wśród osób, które pomagały nam na lądzie-przy klarowaniu sprzetu , wciskaniu sie w pianki i pozbywaniu się ich- była cudna istotka co to sama z siebie w termosiku przynosiła herbatkę wrzątek i częstowała mnie i innych, o ile było jeszcze czym. Ta herbatka szczególnie po nurkowaniu , to "ambrozja" - WIELKIE DZIĘKI OLU.
Przez trzy dni nurkowaliśmy przy brzegu, spokojnie wykonując ćwiczenia uprzednio omówione na codziennym zebranku. Wówczas już miałam przyjemność nurkować z Agnieszką-instruktorka. Aż nadszedł wielce przez nas oczekiwany dzien i wypłynęliśmy na nurkowanie z łódki daleko od brzegu. I cóż ? Kolejna niespodzianka, kolejne zauroczenie a wręcz opętanie. Fajosko wpada się do wody. W wodzie jest oczywiście asekuracja no i oni czekają na nas z otwartymi ramionami co by nam pomóc. A za nim się to wydarzy, to wcześniej spokojnie tłumaczą jak należy wykonać tę czynność- było fajosko. .