Stowarzyszenie Nautica
www.nautica.pl
Aktualności
Sezon nurkowy 2011
Obozy HSA - Chorwacja
Obozy HSA - Zakrzówek
Obóz HSA - Piłakno
O Stowarzyszeniu
Relacje z obozów
Nasze wyprawy
   
Lekarze nurkowi
Kto nam pomaga ?
Lodołamacz 2008
Motyl 2000
Aukcje na rzecz...
Warto odwiedzić
   
Kontakt
 

Tu nas też lubią :)

Słychać o nas :)
Reportaz Ewy Szkurlat "Trzeci wymiar"
Radio Kraków

 

 

WRAŻENIA Z WYPRAWY HSA - EGIPT 2008 !

Ewka D.

Spokój i harmonia, to cudowne uczucia, które doznałam pod wodą. Dla takich chwil warto żyć. Nie przeszkadzała mi moja ułomność, moja spastyka. Rybki nadawały relaksowe tempo życia i to było piękne, wręcz obłędne /tego czego nam ludziom brakuje w aktualnym zagonionym świecie/. O kolorkach pod wodą nie wspominam, bo to trzeba zobaczyć samemu. Instruktorzy dbali o moje
bezpieczeńswtwo, gdyż sama nie jestem w stanie obsłużyć sprzętu, ale "gram" zaufania do nich mam. I dzięki Wam za to. Cudne były też chwile na łodzi, gdy można nacieczyć wzrok. Linia horyzontu przed nami, woda spotyka się z niebem. To jest MAGIA. Wiatr smaga po policzkach i ramionach - to porównałabym do masażu rozluźniającego, ale po co to porównywać, lepiej poczuć.
Polecam każdemu spędzenia takich chwil na wodzie i pod wodą.

pozdrawiam
Ewka D.
ciągle początkujący nurek, a może "nurkownica"

 

Jarek P.

Moja przygoda z nurkowaniem, nieskończona.

Namówiła mnie na kurs bliska mi osoba. Pierwsze zetknięcie z instruktorami, pierwsze zetknięcie z basenem. Jestem dystrofikiem, dosyć "zaawansowanym" w swojej chorobie. Pływałem wiele lat temu, bardzo dawno, nie wiedziałem, na co stać moje ciało, czy będę potrafił utrzymywać się na wodzie, czy będę umiał płynąć i kiedy się zmęczę. W zasadzie zły scenariusz sprawdził się. Zajęcia basenowe były dla mnie męką. Nie miałem siły, wszystko przychodziło mi z wielkim trudem, krztusiłem się wodą, nie potrafiłem się w niej przekręcać, po kilku metrach samodzielnego pływania ręce i nogi były zmęczone. Chodziłem, żeby udowodnić sobie, a przede wszystkim innym, tej bliskiej osobie także (ona też mocno mnie dopingowała), że potrafię, że dam radę. Pierwsze pozytywy pojawiły się, gdy zanurkowałem w sprzęcie, gdy ktoś zaczął mi pomagać, gdy przestałem sam zmagać się ze swoją fizycznością. Niepewność, to najtrafniejsze słowo, które opisuje moje pierwsze doświadczenia z pływaniem pod wodą. Ale dostałem pozwolenia od lekarza na nurkowanie. Zapisałem się na obóz do Chorwacji. Niestety, trafiliśmy na szczególny turnus, gdy Chorwaci zmienili przepisy dotyczące baz nurkowych i nie mogliśmy ukończyć kursu. Byłem tylko raz pod wodą, na głębokości 5 metrów, pełen strachu, ale jednocześnie poczułem, że mogę, że potrafię i że to zaczyna sprawiać mi przyjemność. Pierwsze ryby, muszelki, pierwsze zainteresowanie podwodnym światem - przecież do tej pory basen, tylko kafelki, cóż w nich może przykuwać uwagę? Ale Chorwacja to przede wszystkim ludzie, których poznałem. Kursanci, tak jak ja niepełnosprawni, na różne sposoby, z różnymi doświadczeniami, ale bez zbędnych opowieści o swoich dolegliwościach, ludzie ciekawi świata, z pasjami, z pracą, z marzeniami, z uśmiechem. Instruktorzy, kadra., po prostu świetni ludzie, świetni kumple. Fajne czuć, że wózek nie jest ograniczeniem, że pomogą, wniosą, że będę mógł mieć takie same doświadczenia, przeżycia, jak inni (jeździłem na skuterze!) Imprezy i tańce, trzeba trochę się przełamać, ale wywijać można ostro nawet na wózku.

Potem był Zakrzówek w Krakowie, dokończenie kursu. Zimno, ćwiczenia na podeście 5 metrów pod wodą, wraki samochodów, wraki łódek, lustro, komputer, białe kamienie na dnie. Udało się, ogromna satysfakcja, że byłem na 18 metrach (wracając na 10 metrów uczucie, jakby woda parzyła w nogi). Ostatnie nurki robiłem z dwoma Kasiami. Gdy wychodziłem ostatni raz z wody myślałem: szkoda, że to już koniec, muszę, bardzo chcę jeszcze kiedyś zanurkować! A może w Egipcie? Wiedziałem, że Stowarzyszenie kilka razy już tam było i podobno było super.

Styczeń, informacja o wyjeździe od Angeliki, która dzielnie organizowała całe zamieszanie, natychmiastowa decyzja: jadę!

Nadszedł 9 kwietnia, wyjeżdżamy na tydzień. Cztery osoby były z naszego kursu, z Chorwacji i Zakrzówka - Magda, Paweł, Marcin i ja, prawie wszystkich pozostałych (oprócz części kadry) poznałem dopiero na lotnisku. Samolot opóźnił się. Długo, długo lecieliśmy w białym puchu, nic tylko chmury, wreszcie wyłoniła się ziemia, kanał sueski i Synaj. Przed schodzeniem do lądowania samolot skręcił w lewo. Jeszcze chwila i wysiadaliśmy, tzn. wynoszono nas na rękach - mieliśmy przecież silną kadrę: dwóch Jacków, dwóch Maćków, Przemek, Szymek, Grzesiek, Honzo, Hetman, Piotruś, Krzysiek. Część kadry, poza tym, że silna, była także urocza: dwie Asie, Ania, Dorota, do kadry można doliczyć także panią Salomeę, Zuzię, Anię, Kubę i naszych filmowców: Ewę i Huberta. Cała wyprawa liczyła 45 osób, plus kadra z bazy, przy nas głównie byli Tomek i Krzysiek. Opanowanie tak dużej grypy wcale nie było łatwe, stąd jednym z podstawowych punktów programu było liczenie. A to domena naszych kierowniczek - Asi i Ani, liczyły zażarcie i skrupulatnie. Podczas jednego z wyjazdów podobno kogoś brakowało, gdzieś się zapodział, ale do Warszawy jednak wrócili wszyscy, którzy wrócić mieli! Czyli sukces!

Codziennie rano śniadanie w hotelu o 7 (dużo różności, smaczne, chociaż tęskniłem do polskich wędlin), wyjazd chwilę po 8. Busami dojeżdżaliśmy do portu, tam, podzieleni na dwie grupy przy pomocy załogi ładowaliśmy się na łodzie. Czasem wymagało to od naszej kadry sporej ekwilibrystyki. Na łodziach w zasadzie spędzaliśmy większość dnia, wchodziliśmy ok. 9, wracaliśmy ok. 17. Tutaj jedliśmy zupełnie smaczny lunch, a przed każdym nurkowaniem Tomek (na drugiej łodzi musiał chyba być to ktoś inny;-), instruktor z bazy w Sharm, przypominał znaki nurkowe, opowiadał, jakie stworzenia można w okolicy spotkać. Dosyć ekspresyjnie pokazywał podwodne znaki opisujące barakudę, napoleona czy żółwia.

Pierwsze nurkowanie to Ras Katy. Spory stres, pierwszy raz nurkowałem z łodzi. I chyba głównie ze stresem związane były moje problemy. Gdy schodziliśmy pod wodę, nie mogłem wyrównać ciśnienia w uszach, bolała trochę głowa. Pod wodą zwracałem uwagę głównie na sprawy techniczne, a nie na to co wokół mnie. Później już było dużo lepiej. Na rafach Middle Garden, Tempel, Ras Mohhamed Alternatives nurkowania, jak w akwarium: ławice kolorowych rybek, korale, ukwiały, podwodne krzewy. Niestety, niewiele pamiętam nazw, na pewno widziałem duże napoleony, płaszczki, mureny. Byłem na 20 metrach pod wodą, najdłużej nurkowałem 50 minut. Wiele razy przepływałem blisko rafy, prawie jej dotykając (ale nie dotykałem, naprawdę!), ciesząc się jej kolorami, płynąłem przez wąską bramę. Jeszcze spojrzenia w górę na odbijające się w wodzie światło. To doświadczenia, jakich doznają wszyscy nurkowie, pewnie nic nadzwyczajnego, ale dla mnie to niezapomniane przeżycia. Za każdym razem był stres, szczególnie na początku, przy wchodzeniu do wody, ale później, gdy wiedziałem, że ze sprzętem jest wszystko ok., a obok mam partnerów, którzy nad wszystkim czuwają i panują, zanurzanie się w toń było kapitalnym przeżyciem. A pod wodą było już spokojnie.

Powrót do hotelu i do kolacji chwila wytchnienia, ale tylko dla niektórych (dla mnie!). Inni od razu ruszali na jedno piwko, dzielić się podwodnymi wrażeniami. A po kolacji spacery po mieście i zakupy. Trzeba pamiętać, aby przed wsiadaniem do taksówki wynegocjować cenę, bo potem można uczestniczyć w karczemnej kłótni z taksówkarzem, w której padają słowa o matce i wielbłądach. Zresztą wielbłądy to też środek płatniczy, miejscowi chcieli kupić nasze panie za osiem, dziesięć wielbłądów dołączając dwa, bądź trzy worki bananów. A na targu wszyscy sprzedawcy świetnie mówią po polsku: "herbatka u Tadka", "dobra, dobra, zupa z bobra.", "zaj. cena". Znają też doskonale Adama Małysza, pewnie niedługo poznają także Roberta Kubicę. Na straganach, w sklepach drobiazgów jest mnóstwo, kolorowych, oryginalnych (głównie made in China) i zupełnie tanich, oczywiście przy założeniu, że będziemy potrafili się targować. Spokojnie można wynegocjować cenę o połowę mniejszą niż ta na początku proponowana przez sprzedawcę, jedynym problemem może być fakt, że wtedy będziemy nazwani Ali Babą.

Jeśli nie spacerowaliśmy, nie robiliśmy zakupów, to wieczorem były imprezy, rozmowy, piwo, shisha i tańce. Drugiego wieczoru atrakcją w naszym hotelu były występy zespołu tanecznego. Mogliśmy podziwiać taniec brzucha (bardzo przyjemny brzuch), a także derwisza, który nieprzerwanie chyba przez 20 minut wykonując różne figury kręcił się w jedną stroną. Ciekawe czy ktoś pamięta, w którą? Mnie wydaje się, że w lewą. W każdym razie dla oglądających także było to trudne, wywołujące ból głowy doświadczenie. Nie zapomnę także ostatniej, pożegnalnej imprezy, gdy cała sala należała do nas, wózkowiczów, niewózkowiczów, wszyscy tańczyli razem przy orientalnych, arabskich rytmach. Ekscytujące, wózek w zasadzie mi nie przeszkadzał.

A jeszcze wcześniej, ostatniego dnia nurkowego pojechaliśmy do Dahab. Droga przez pustynię, muzyka arabska, wielbłądy, kierowca, który koniecznie chciał na piaszczystych, wyboistych drogach wyprzedzić swoich kolegów. Gdy tylko pojawiliśmy się na plaży, otoczyły nas dzieci, od których kupowaliśmy bransoletki, bajłanki (od buy one), po twardych negocjacjach prawie wszystkie przeguby były przystrojone. Nurkowaliśmy w kanionie, z brzegu. To nurkowanie podobało mi się chyba najbardziej. Nie wchodziłem do kanionu, ale sam jego widok z góry, gdy wydostawały się z niego bąbelki był niezapomniany. Poza tym czułem się bardzo spokojny, tak, jakbym wszystko kontrolował, niemal pewny siebie. A na końcu żal, że tym razem jest to ostatni raz. Potem jeszcze w mieście obiad (kalmary), zakupy, spacer nad morzem deptakiem z latarniami obsypanymi piaskiem.

 

I jeszcze wiele, wiele różnych rzeczy, które zawsze będę pamiętał, słońce, pustynia, samochody na ulicach bez świateł, wysokie krawężniki, zapach ropy w porcie, dowcip Dawida o bacy/Hetmanie. Na zakończenie chciałem napisać jeszcze o dwóch sprawach. Po pierwsze, naprawdę jestem pod wrażeniem tego, że ja też mogłem w tym uczestniczyć, że do nurkowania tak "niewiele" potrzeba. Przy moim schorzeniu w zasadzie nie powinienem porywać się na takie ekscesy. A tutaj okazuje się, że wystarczy trochę cierpliwości, spokoju, że nurkować mogą osoby bardzo różnie niepełnosprawne. Ale to "tak niewiele", to przede wszystkim tacy ludzi, z jakimi spotkałem się w Chorwacji, na Zakrzówku i w Egipcie - pełen profesjonalizm, pewność, doświadczenie, wiedza. Byli niesamowici, trudno znaleźć słowa, by opisywać, pomagali na każdym kroku, a przy tym było to wszystko takie zwyczajne. Po prostu DZIĘKUJĘ za cierpliwość, wyrozumiałość, uśmiech, dziękuję, za to, że dali mi szansę. Dzięki nim dostałem dużo więcej, niż kiedyś myślałem, że dostać mogę.

Jarosław Pałka

zapraszamy do galerii zdjęć z wyprawy