NUREK POTRAFI czyli JAKIE BYŁY KŁOPOTY ZE SPRZĘTEM
DO NURKOWANIA SWOBODNEGO
W czasach, kiedy konstruktorzy z zachodniej Europy, zajmujący
się wyposażeniem ekwipunku płetwonurka ulepszali swój sprzęt,
czyniąc go wygodniejszym i bezpieczniejszym, polscy amatorzy
nurkowania wychwytywali z zagranicznej prasy nowinki o tej dyscyplinie,
aby na ich podstawie tworzyć prototypy pierwszych aparatów oddechowych,
dzięki którym w Polsce można było przeprowadzać próby zejścia
pod wodę. Wówczas, gdy dla Polaków wyjazdy za granicę były rzadkością,
nie mówiąc o kosztach zakupionego tam sprzętu, sukcesem stawało
się zdobycie zachodnich czasopism, głównie francuskich, z opisem
istniejących tam akwalungów i kombinezonów, a nurkowie - konstruktorzy
na ich podstawie sami starali się skonstruować swoje modele.
W małych warsztatach pracowali nad urzeczywistnieniem swoich
pomysłów. Żeby uniknąć nurkowania w ubraniach trykotowych (co
miało miejsce dość często), członkowie klubów próbowali sami,
domowym sposobem szyć i kleić skafandry, a aparaty powietrzne
budowali z tego, co było możliwe w danej chwili do osiągnięcia.
W latach 50-tych zaczęły powstawać pierwsze polskie kluby płetwonurków
i ich działalność podwodna funkcjonowała w oparciu o sprzęt
sporządzony własnym przemysłem. Obecnie najmłodsze pokolenie
nurków, nawet nie wyobraża sobie nurkowania w starym modelu
pianki ''Grudziądz'', płetwach ''ogólnowojskowych'' z automatem
''Mors'', który czasem podawał wodę, a przecież był taki okres
czasu gdy tego rodzaju sprzęt był równie nieosiągalnym ideałem.
W chwili obecnej o pomysłach z tamtych lat dotyczących budowy
sprzętu dowiadujemy się ze wspomnień konstruktorów, sensacyjnych
opisów prasowych oraz z interesującego poradnictwa zamieszczanego
w prasie specjalistycznej.
Początki polskiego nurkowania swobodnego, łączą się nierozerwalnie
z samodzielnymi próbami skonstruowania sprzętu podwodnego zarówno
aparatów powietrznych jak i kombinezonów wraz ze sprzętem pomocniczym.
Ówcześni konstruktorzy wspominają o przywożonych zagranicznych
pismach, zawierających nowinki sprzętowe, na których później
wzorowali swoje prototypy .
Dużą rolę w propagowaniu pomysłów, które mogłyby ułatwić i
zasugerować rozwiązania techniczne, odegrały ówczesne polskie
czasopisma o tematyce morskiej czy turystycznej jak: ''Wodami
Polski'', ''Morze'', ''Turysta'', ''Światowid''. Autorzy artykułów
w tych czasopismach proponowali w jaki sposób można samemu wykonać
namiastkę sprzętu podwodnego. Najciekawsze propozycje pochodzą
od St. Żagielskiego, W. Zubrzyckiego i J. Hiszpańskiego. Niektóre
pomysły z perspektywy lat wyglądają niesamowicie, a nawet śmiesznie,
jakkolwiek udoskonalenie ich doprowadziło do powstania sprzętu,
używanego przez większość polskich płetwonurków. Wiele z nich
odgrywało rolę zastępczą sprzętu, który miał być wkrótce wprowadzony
do produkcji.
Oto kilka przykładów z prasy:
W artykule ''Turystyka Podwodna'' z 1955 r. adresowanym do
tych, którzy mogliby w przyszłości popróbować zanurzenia się
pod wodę, St. Żagielski proponuje jak samodzielne można wykonać
sprzęt ABC: ''...Płetwy można wykonać samemu przez podklejenie
płata sztywnej gumy pod podeszwy pantofli tenisowych, nie radzę
jednak prób z takim zastępczym sprzętem, tym bardziej, że -
jak zapewniają nas Centralne Warsztaty Wytwórcze Sprzętu Sportowego
- jeszcze w tym roku oryginalne płetwy produkcji krajowej ukażą
się w sklepach sportowych'' .
Jednak masowa produkcja płetw rozpoczęła się dopiero po dwóch
latach od ukazania się tego artykułu a do tego czasu na rynku
w ogóle nie można było kupić podstawowego sprzętu. W 1957 r.
Spółdzielnia Pracy ''Społeczność'' produkowała płetwy i w tym
samym okresie czasu również Grudziądzkie Zakłady Przemysłu Gumowego
rozpoczynały ich produkcję. Chodziły pogłoski, a może nieśmiałe
sugestie ze strony nurków związane z rozpoczęciem produkcji
polskiego kombinezonu nurkowego przez te same firmy . Niestety
od pomysłu do realizacji upłynęły znowu kolejne lata.
Informacje o rozpoczęciu masowej produkcji sprzętu dla płetwonurków
amatorów przeważnie podawane były z wyprzedzeniem. Witold Zubrzycki
w 1955 roku pisząc o Sopockiej Stacji Morskiej wspominał konieczności
rozpoczęcia produkcji pianek nurkowych, motywując konieczność
ich posiadania względami zdrowotnymi. Za swoją zasługę mogą
również pionierzy z mola sopockiego poczytać skłonienie naszych
wytwórni sprzętu sportowego do rozpoczęcia produkcji płetw i
maseczek nurkowych ( i oby także - dla zapobieżenia szerzeniu
się gośćca stawowego - czepków nurkowych i kostiumów z kauczuku
piankowego! ). Jednakże polskiego sprzętu, dostępnego dla amatorów
nadal nie było.
Przy braku kombinezonów, podsuwano ciekawe pomysły zastępcze.
Proponowano je w celu zabezpieczenia ciała nurka przed zimnem
''...W takich wodach stosuje się kostium kąpielowy z porowatej
gumy, izolującej skórę od wody i umożliwiającej w dużym stopniu
zachowanie ciepła. Dodatkowo niezbędne jest obfite natłuszczenie
skóry''.
Wróćmy jednak do poradnictwa prasowego. W latach 1957-58 czasopismo
''Morze'' w rubryce redagowanej przez Witolda Zubrzyckiego ''Nowinki
w płetwach - Skrzynka techniczna'' drukowało pomysły na samodzielne
wykonanie sprzętu nurkowego. Pojawiały się pomysły takie jak
odlew ciężarków do pasa balastowego i sposoby obliczenia ich
ciężaru do wagi ciała . Oryginalnym pomysłem był prototyp pontonu
wykonany z dętki samochodowej. O ''pontonie'' pisał tak: rolę
pływającej << bazy>> może pełnić zwykła , zużyta
dętka samochodowa czy motocyklowa. Do dętki na cienkiej lecz
mocnej lince uwiązuje się niewielką kotwiczkę. Linka winna być
obciążona dodatkowo dwoma ciężarkami o wadze 20 dkg, przymocowanymi
do niej w odstępach metrowych od kotwiczki. Płynąc dalej od
brzegu płetwonurek leży piersiami na kole. Na miejsce nurkowania
przybywa niezmęczony'' . Takie zastępcze rozwiązanie miało zrekompensować
brak pontonów i łodzi na rynku.
Największy problem stanowiło rozwiązanie techniczne aparatu
oddechowego. Przykład konstrukcji sugeruje (1955 r.) St. Żagielski:
''Wybudowanie takiej aparatury nastręcza duże trudności. Składa
się ona ze zbiornika powietrza sprężonego do ponad 200 atmosfer;
do zbiornika wmontowany jest manometr, regulujący automatycznie
zredukowane ciśnienie, które ma otrzymać nurek (rys 5). Zbiornik
umieszcza się na szelkach - na plecach płetwonurka, często w
specjalnym plecaku, aby uniemożliwić zaczepianie o roślinność
podwodną zbiornikiem i przewodem ustnikowym. Wydech odbywa się
albo nosem przez maskę, albo, jeżeli nurek nie chce zdradzać
miejsca swojego pobytu pod wodą śladem ulatujących pęcherzyków
gazu, przez rezerwuar z kryształkami tzw. <<Soda Lime>,
wiążącymi dwutlenek węgla z wydechu'' .
W czasie kiedy krakowscy konstruktorzy pracowali nad swoim nowym
urządzeniem, w 1956 r. inż. Jan Hiszpański wraz z inż. Marianem
Grimmem, skonstruował pierwszy polski automat do nurkowania
swobodnego
''NEPTUN'' . Był to aparat powietrzny jednobutlowy o pojemności
8 litrów, o maksymalnym ciśnieniu 150 atm., ważył około 15 kg
Został wykonany w Zakładach Mechaniki precyzyjnej w Gdańsku
.''NEPTUN'' był pierwszym aparatem nurkowym skonstruowanym w
kraju socjalistycznym .
Problem sprzętowy wcale nie kończył się na przygotowaniu prototypu.
Kłopoty zaczynały się w chwili próby wdrożenia nowych konstrukcji
do produkcji masowej. Trudności wynikały głównie z braku materiałów
oraz niewywiązywania się w terminie wykonawców sprzętu. Ponadto
potrzebny był długi okres czasu na uzyskanie wszelkiego rodzaju
zezwoleń wykonawczych. W. Zubrzycki w 1958 opisywał problem
polskich akwalungów typu NEPTUN. ''...drugi już rok trwa walka
o zezwolenie na masową produkcję aparatu i jak dotychczas -
bez rezultatu! Zakłady wyprodukowały na razie jedynie serię
informacyjną w ilości 90 sztuk Duże trudności sprawiają kooperanci,
w opieszałości dostaw celują wśród nich Warszawskie Zakłady
Sprzętu Spawalniczego. Inny kłopot: huta Milowice w Sosnowcu
produkuje zbyt ciężkie butle wysokiego ciśnienia. Rezultat ?
Nie można ich łączyć w baterie dwu i trzyczłonowe. Nurek zabiera
pod wodę tylko jedną butlę o pojemności 8 litrów powietrza,
sprężonego do 150 atmosfer''.
Czasopismo ''Morze'' propagowało samodzielne próby rozwiązań
technicznych aparatów powietrznych. W. Zubrzycki zwraca się
z prośbą o nadsyłanie zdjęć i opisów budowy własnych konstrukcji,
które były publikowane w ''Nowinkach w Płetwach''.
W czasie, gdy prowadzono już zaawansowane akcje podwodne i pierwsze
ogólnopolskie szkolenie dla płetwonurków nad morzem, nurkowie
z polski południowej pracowali nad sprzętem, który miał być
wykorzystany do nurkowań tatrzańskich, głównie jaskiniowych.
Będąc w schronisku w Morskim Oku, jeden z grotołazów znalazł
gazetę opisującą nurkowania Bałtyckie. I wtedy właśnie zrodził
się pomysł skonstruowania własnego akwalungu, przydatnego w
eksploracji jaskiń.
W 1956 roku odbyła się wyprawa organizowana przez KTJ do Jaskini
Bystrej w trakcie której użyto aparatów nurkowych konstrukcji
Piotra Walla, Olka Czyżewskiego i Wiesława Maczka . Prototyp
automatu bazował na konstrukcji francuskiej, z którą Wiesław
Maczek zetknął się w trakcie szkolenia instruktorskiego w Stacji
Morskiej w Gdyni, a którą sprowadził do Polski pracownik techniczny
stacji Witold Zubrzycki. Były to dwubutlowe aparaty F, automaty
oddechowe C-G (Cousteou - Gagnan). Konstruktor rozpoczął pracę
w 1955 r. nie było to jednak proste ze względu na brak potrzebnych
elementów, ale nurkowie zawsze potrafili sobie jakoś z tym problemem
poradzić. Techniczną stroną wykonania sprzętu zajął się asystent
fizyki na UJ Oleg Czyżewski.
Do wykonania aparatu wykorzystano 4 butle powietrzne znalezione
na złomowisku samolotów w Oświęcimiu. Były one ułożone poziomo
(a nie pionowo) na plecach, tworząc czterobutlowy zestaw. Automat
oddechowy wyprofilowano z dna garnka aluminiowego. Wnętrze puszki
wraz z dyszą i dźwignią sporządził pracownik instytutu Fizyki
UJ Piotr Wall.
Równie ciekawie przedstawiała się konstrukcja kombinezonu do
nurkowania w jaskiniach. Był on wykonany z gumy koloru beżowego,
której handlowa nazwa brzmiała ''safkowa''. Miała grubość 1
mm i kupowało się ją ?spod lady? w rolkach. Skafander był strojem
2 częściowym, gdzie bluzę łączono ze spodniami przy pomocy spłaszczonej
obręczy rowerowej, która z kolei była przytrzymywana paskiem
do froterek typu ''motoruch''. Wadą kombinezonu było szybkie
rozdzieranie się gumy o wystające formacje skalne jaskiń. Buty
profilowano na gipsowej formie wykonanej przez M. Mrzygłoda
.
Pierwszą próbę sprzętu (oprócz zanurzeń na krytej pływalni YMCA
w Krakowie) przeprowadzano na przełomie 1955/56 roku w Jaskini
Bystrej. Próba nie powiodła się, gdyż podczas zejścia na głębokość
6 m automat podawał bez przerwy powietrze (zbyt mocno się ''wzbudzał'').
Konstrukcja wymagała pewnych poprawek. Kolejna próba, tym razem
w Jaskini Zimnej przyniosła inne niespodzianki spowodowane niedoskonałością
sprzętu. Miedziana rurka tworząca łącznik butli nie wytrzymała
uderzenia o strop. Nurkujący razem konstruktor Maczek i jego
partner Stanisław Ogaza w identyczny sposób uszkodzili aparaty.
Ogaza pozostał za syfonem w komorze powietrznej. Konsekwencją
wypadku była duża akcja ratunkowa zakończona szczęśliwym przeprowadzeniem
Ogazy na dostarczonym nowym aparacie z powrotem przez syfon
.
W 1960/61 r. krakowscy konstruktorzy zaczęli ulepszać sprzęt,
żeby nie powtórzyć błędu z Jaskini Zimnej. Wprowadzili kilka
poprawek, dodając między innymi osłony na łączniki aparatów.
Następnie przy pomocy K. Wędrychowskiego wykonano całą serię
ok. 30 tego typu automatów.
Nowy etap sprzętowy rozpoczął okres gdy zostały produkowane
na skalę masową polskie automaty: Elf, Marlin, Mors, Kajman
, gdyż przynajmniej problem automatów oddechowych został w części
rozwiązany, jednak nie zakończył on dalszych kłopotów związanych
z dostępem do sprzętu pomocniczego, a zwłaszcza ubrań nurkowych,
niezbędnych do prowadzenia akcji w zimnych polskich akwenach.
Lata 60-te stanowią dalszy ciąg problemów sprzętowych.''
Płetwonurkowie nie mają żadnych kłopotów z zakupem swego sprzętu
w sklepach ... bo go po prostu nie ma'' 17. Autorka pisze o
trudach uszycia pianki nurkowej z gumy piankowej ''Calipso''.
Rzeczywiście płetwonurkowie sami szyli i kleili pianki ze zdobytych
kawałków neoprenu, sprzęt ABC przywozili ze Związku Radzieckiego,
gdzie wyjeżdżali na handlowo - sprzętowe wycieczki. Odlew obciążników
z ołowiu stanowił cały rytuał przygotowań przedobozowych. Pontony
często były ''załatwiane'' od wojska, a potem w długie jesienne
wieczory trwała walka o utrzymanie przy życiu podziurawionych
powłok łodzi przez szycie, klejenie, łatanie. Dopiero firma
Grudziądz swoją masową produkcją pianek przyszła z pomocą wielkiej
rzeszy płetwonurków - amatorów.
Koniec lat osiemdziesiątych zamknął pionierski sprzętowy okres
w dziejach polskiego nurkowania. Obecnie wszystko można kupić
(za większe lub mniejsze pieniądze) w sklepach ze sprzętem nurkowym
i sportowym, jednak należy pamiętać o naszych poprzednikach,
którzy byli w stanie zrobić wiele, żeby tylko znaleźć się pod
wodą i podziwiać piękno wspaniałego podwodnego świata.